CZARY NAD WISŁĄ

Gustaw Morcinek
(Opowiadanie z pierwszych lat po wojnie)

    Jak rzeka Wisła rzeką Wisłą, nie było nad nią tyle zamieszania jak wtedy, gdy gospodarze ochabscy - bo to się działo w Ochabach - zwieźli cegłę ze stacji kolejowej Skoczowie, złożyli na lewym brzegu i zastanawiali się, ją przewieźć na prawy brzeg rzeki.
       Ongiś był tu śliczny most drewniany, mogący opierać się sennym wodom wezbranej Wisły, lecz potem przyszła i most diabli wzięli; A raczej wysadzili go w powietrze ostatni hitlerowscy żołnierze, wycofujący się w popłochu na lewy brzeg Wisły.
       Wydawałoby się, że nic łatwiejszego, jak wjechać wozem do rzeki i przejechać ją w bród!... Ha, to się tak mówi!... Pierwszy śmiałek wjechał, stary Pumperla spod lasu. Zaparł się na wozie, na wozie zaś czerwieniły się cegły po wierzch, konie się. także lekko zaparły i wóz stoczył się po łagodnym brzegu do rzeki. A gdy się stoczył - stanął.
       No, wio, maluśkie! - zawołał stary. Pumperla i śmignął biczem nad grzbietami Łyska i Brauna. Łysek i Braun zaparły się, szarpnęły, wóz potoczył się jeszcze kilka kroków z wysiłkiem i znowu stanął. I koniec!...        Sąsiedzi stojący na chwiejnej kładce, zbudowanej na rzece, uradzili, że muszą wszyscy zdjąć buty, nogawki zakasać wleźć do zimnej Wisły, by cegły z wozu przenieść na brzeg z powrotem.
       I tak też uczyniono. Inni gospodarze nie mieli zamiaru naśladować starego Pumperli. Widzieli jego udrękę w wodzie i postanowili cegły złożyć na brzegu. I tak też uczynili.
       Ale powiedzcie mi, ludeczkowie złoci, jak je dostaniemy na drugi brzeg? - martwił się wójt ochabski, Francek Kaszparek.
    O, właśnie!... Jak te cegły dostać na drugi brzeg? Przecież na lewym brzegu są niepotrzebne. Na prawym brzegu trzeba szkołę odbudować! Bo ze ślicznej piętrowej szkoły, obszernej i widnej, został po wojnie jakiś ogryzek i kupa gruzów.
       Minął styczeń, minął luty, miało się już ku końcowi marca, a mostu jeszcze nie było. Dzieci muszą się gnieść w brudnej izbie gminnej gospody, by się czegoś nauczyć.
       Długo radzono, aż w końcu uradzono, że wójt Kaszparek i stary Pumperla wybiorą się do województwa, by tam przedstawić całą sprawę i zdobyć trochę pieniędzy i ludzi, którzy by most zbudowali.
       Jak więc uradzono, tak uczyniono.
       W urzędzie otrzymali zapewnienie, że owszem, most będzie zbudowany, lecz nie w tej chwili, bo są inne, może nawet ważniejsze sprawy do załatwienia.
       Pięć dni już minęło, jak wyszli z Ochab, przez tych pięć dni zaś stały się w Ochabach niesłychane rzeczy.
       Zezowaty Zeflik Gągór był synem wdowy. Ojciec zginął w obozie oświęcimskim. Teraz matka biedziła się sama na malutkim gospodarstwie. Pomagał jej dwunastoletni Zeflik, poza tym chodził do szkoły w gminnej gospodzie i w Głowie jego lęgły się przeróżne tak zwane psie figle, które wcale nie były psimi figlami, tylko przeróżnymi pomysłami, jakich ochabianom nie dostawało. Gdy ochabianie wyprawili swego wójta i starego Pumperlę do województwa pilnie im przykazując, by nie wracali bez mostu do domu, Zeflik najpierw ogromnie się śmiał, a potem już. powziął dojrzały plan. Śmiał się dlatego, że sobie przedstawiał wójta i Pumperlę, jak ów most niosą na plecach, wielce utrudzeni i spoceni.
       Nazajutrz pobiegł pierwszy do szkoły. A gdy się zebrały wszystkie dzieci, Zeflik wylazł na starą beczkę po kapuście wywróconą dnem do góry, i obwieścił wszystkim, co mu się. w głowie urodziło. Otóż wszyscy ochabianie głowy sobie łamią, jak przewieźć cegły przez Wisłę, a on wie, jak to uczynić.
       Powiedz! Powiedz! - jęli wszyscy wrzeszczeć, a najbardziej darły się dziewczyny.
       A żebyście wiedzieli, że powiem! -zawołał Zeflik, z beczki i rzeczywiście powiedział. Oto wszystkie dzieci z ochabskiej szkoły, od tej chwili począwszy i podczas każdej przerwy, i nawet po nauce, i wtedy gdy do szkoły pójdą zwłaszcza te spoza Wisły, wszystkie więc dzieci zaczną przenosić cegły z lewego brzegu na prawy brzeg. Po kładce! Ile kto uniesie! Te mikrusy (malcy) najmniejsze po jednej cegle, ci starsi w miarę sił po dwie na raz, po trzy. On nawet" zobowiązuje się nosić po cztery cegły na raz. Dziewczyny mogą nosić tylko po jednej albo przynajmniej po pół cegły, to znaczy te odłamki, które się tam z pewnością znajdą.

       Gdy to powiedział, dziewczyny podniosły okropny wrzask i o mało byłyby go z beczki strąciły. Najbardziej dogadywała Zofka Gajdzianka z mysimi ogonkami. Nawet nazwała Zeflika "ślimokiem'', co było bardzo mocnym określeniem. Uważały bowiem, i słusznie, że Zeflik je obraził, jeżeli im -przyzwalał nosić tylko po jednej cegle, ba nawet po pół cegły! Co on sobie myśli?
       I stało się! Dziewczyny pod przywództwem Zofki z mysimi ogonkami, chłopcy zaś pod wodzą zezowatego Zeflika rzucili się do pracy. Książki złożyli pod ścianą gospody i teraz rozpoczęła się przedziwna robota... Wszystko to pobiegło z wielkim krzykiem do rzeki, przebiegło z niemniejszym wrzaskiem przez chwiejącą się kładkę i zaczęło się przenoszenie cegieł na drugą stronę rzeki! Ci zaś, którzy byli bardzo słabi, niektórzy chromi i garbaty Józefek mieli za zadanie układanie ich w podobne stosy, jak były ułożone na lewym brzegu. Uwijali się wszyscy i gdy w końcu rozdzwonił się dzwonek w drzwiach szkoły na znak, że już czas na naukę, jeden taki szeroki stos cegieł był już ułożony na prawym brzegu.
       Przez pięć dni odbywała się ta hałaśliwa i wrzaskliwa wędrówka z cegłami po kładce - cegły na lewym brzegu Wisły znikały po kolei, a układały się w równe stosy na prawym brzegu. Przychodzili ludzie, patrzyli się i kiwali z podziwu głowami. Przyszedł raz i drugi pan nauczyciel i także pomagał. Za jego przykładem poszli inni. W trzecim dniu przyszło kilku młodszych chłopów, w czwartym dniu kilku starszych, w piątym już prawie cała wieś chciała pomagać chłopcom i dziewczynom. Nie było potrzeba. Chłopcy i dziewczyny tak się uwijali, że pomoc starszych była prawie niepotrzebna. I gdy w szóstym dniu na ostatniej przerwie między lekcjami chłopcy przenieśli ostatnie cegły, powstał taki radosny harmider, że kury jęły gdakać z przerażenia, gawrony uciekały na złamanie skrzydeł do lasu, a konie płoszyły się w polu.
       Wójt Kaszperek i stary Pumperla wracali markotni i docierali już do Ochab, gdy nagle posłyszeli tamten triumfalny wrzask dolatujący z prawego brzegu Wisły. Zaniepokoili się obaj i pomyśleli, co się też tam może dziać, jeżeli taki wrzask leci ode wsi!
       Pośpieszyli więc kroku wielce zaniepokojeni i gdy wyszli poza ostatni zakręt, stanęli zdumieni, z wytrzeszczonymi oczami, z otwartymi ustami. Oto cegły były, a teraz ich nie ma! Gdzież się podziały?
       I byliby nie wiedzieć jak długo stali i patrzyli na puste miejsce po cegłach, gdyby nie rosnący, radosny krzyk spoza Wisły. Pobiegli więc jeszcze kilka: kroków, jeszcze bardziej zaniepokojeni, i gdy dotarli, do brzegu i spojrzeli na drugą stronę rzeki, wrzasnęli obaj:
    - Cegły!... Patrzcie, cegły po drugiej stronie!...
    - Ale przecież nie ma mostu! Jak je przewieźli przez rzekę?
    - Czary! Widome czary! - jęczał stary Pumperla i drapał się po głowie
       Z drugiej strony rzeki już zdołano zauważyć wracającego wójta i Pumperlę. Poprzez kładkę pognał teraz tabun chłopców z zezowatym Zeflikiem na czele, a za chłopcami dziewczyny. Dopadli do wójta i wszyscy wołali:
    - Cegły mamy po drugiej, stronie! Widzicie, panie wójcie!... Cegły przeniesione!...
    - Przeniesione? - zdumiał się wójt. - Kto je prze niósł?
    - My!... - wrzasnęły ochabskie dzieci i, poprowadziły wójta i starego Pumperlę na drugą stronę Wisły.
       A gdy się już jako tako uciszyło i wójt przekonał się naocznie, że to istotnie cegły, bo je obmacał kilka razy, postu-kał się palcem po głowie i tyle tylko rzekł:
    - Starym wójtem jestem, a nie wpadłoby mi to do głowy!
    - Co by wam nie wpadło do głowy? - zapytał Pumperla.
    - Hm... to! - i wskazał na rozradowane dzieci. - Mnie, starego wójta, znowu czegoś nauczyły!... Hm!...
       I na tym się wszystko skończyło. Właściwie nie skończyło się na tym, bo szkoła była w kilka miesięcy odbudowana, chociaż mostu jeszcze nie było. Za to w całej okolicy, w Skoczowie, nawet w Cieszynie, gdy mówiono o tym wszystkim, określano ów czyn ochabskich dzieci jako "Czary nad Wisłą".

Gustaw Morcinek


Designed by Smok Design. Wszelkie prawa zastrzeżone (c) Ochaby.pl 2004
Publikowanie materiałów tylko za zgodą autorów.