OCHABY - MOJA MAŁA OJCZYZNA


Dziennik zachodni, 30 sierpień 2002r.
Szanowna Redakcjo.
     Jeżeli w niewielkim odstępie czasu, w dwóch gazetach pisze się o Ochabach, to znak, że jakieś wybory nadciągają. Horror w Ochabach - Dziennik Zachodni z dnia 16.06.2002r, Oblężone wały - Głos Ziemi Cieszyńskiej z 2.08.2002r. są spisem problemów wiecznie żywych. Przeczytanie ich skłoniło mnie do przejrzenia starych zapisków i przypomnienia sobie, jak to się kiedyś robiło, że poszczególne problemy skutecznie i z sukcesami rozwiązywano.
     Pierwszą, którą pamiętam, ale w której czynnie nie uczestniczyłem to doprowadzenie prądu na wieś. Pierwsza żarówka zapaliła się w domu dzięki zabiegom grupy osób, którzy chodzili za sprawą, przekonywali, zbierali pieniądze, uczestniczyli w pracy dzisiaj ośmieszanej, bo nadano jej przydomek społecznej. W podobny sposób odbudowano kościół po zniszczeniach wojennych, wybudowano most i kładkę na rzece Wiśle, Szkołę Podstawową, Ośrodek Sportów Konnych, boisko piłkarskie, nowy budynek Ochotniczej Straży Pożarnej, sieć gazową, dziesiątki kilometrów dróg, jeszcze wtedy nie asfaltowych, oczyszczano kilometry rowów melioracyjnych i odwadniających. Przy tym wszystkim organizowano wspólnymi siłami zabawy, festyny, dożynki, wypiekano chleb, pączki i kołacze, nawzajem sobie pomagano i się wspierano. Pojawiające się problemy integrowały ludzi, zacieśniały więzy sąsiedzkie. Gdy kogoś zalewała powódź, lub zbliżająca się burza zagrażała zbiorom, sąsiedzi szli sobie na wzajem z pomocą. Tak się jakoś składało, że wokół ważnych dla lokalnej społeczności problemów skupiali się: Ksiądz, Sołtys, Dyrektor Szkoły, Komendant Straży Pożarnej, Koło Gospodyń, Nauczyciele, najzacniejsi Gospodarze, a co jest najważniejsze, mieszkańcy. No i oczywiście instytucje profesjonalne, mające w swych zadaniach statutowych zarządzanie i kierowanie poszczególnymi obszarami życia lokalnego, ale zawsze nie mające środków finansowych i mocy przerobowych, a co najważniejsze serca do sprawy.

     I wtedy, jak i dziś, w upalne soboty i niedziele do Ochab przyjeżdżali spragnieni słońca i wody Górnoślązacy. Wypadali ze swoich, ciężkim potem zdobytych fiatów, biegiem wpadali na brzeg Wisły, rozkładali koce i ręczniki, a opanowawszy kawałek zielonej ziemi zaczynali jeść śniadanie, potem pichcić obiad, potem znowu coś. Przy tym musieli stale coś pić, kurzyć, krzyczeć i drzeć się w niebogłosy, bo nagle zobaczyli żabę, rybę, pająka lub coś w podobnym stylu, absolutnie niepojętego dla mieszkańca blokowiska czy familoka.

     Dzisiaj mamy inne marki samochodów, eleganckie materace, gazowe lub węglowe grile, szaszłyki, termosy i garnki Zeptera, zupy w kubkach i puszkach, specjalne kiełbasy i wykwintne sosy, itp., a generalnie mamy lepsze, bardziej urozmaicone, bogate śmieci. A ludzie zachowują się tak, jak tam skąd przybyli czyli jak w mieście. Wykorzystali coś, to wyrzucają. W mieście mają kubły, więc śmieci tam wyrzucają, a jeżeli nie ma kubła to wyrzucają na ulicę, i tak ktoś to posprząta. Nie posądzając ich o złe wychowanie lub kompletny jego brak, zachowują się tak, jak im na to pozwalamy. Relacje "gość - gospodarz" nie mają tu żadnego znaczenia.

     W takich sytuacjach liczy się organizacja i konsekwencja. I teraz kilka słów, jaka ona jest. W czasie, gdy grałem w piłkę, i tworzyliśmy Ludowy Zespół Sportowy "Wisła Ochaby" problem braku pieniędzy na piłki i sprzęt rozwiązywaliśmy organizując między innymi Festyny Sportowe. Już wtedy mieliśmy pomysł gospodarczego wykorzystania walorów wypoczynkowych Ochab. Staraliśmy się, by Klub Sportowy miał prawo pobierać opłaty parkingowe od samochodów przybyłych do Ochab, a osoby odpowiedzialne za kasowanie opłat, kierowały by przybyłych na miejsca przeznaczone na postój oraz zwracały uwagę na pozostawienie miejsca swojego pobytu w stanie takim, jakim go zastały, czyli bez śmieci i odpadków.
     "Wiecie, inicjatywa ze wszech miar cenna" - tak nam powiedziano. "Ale jak każdy wie, nie można pobierać opłaty za parkowanie, nie ponosząc odpowiedzialności za ewentualne szkody wyrządzone np. przez złodzieja. No a LZS, no wiecie, nie może być stroną .....". Oczywiście nie mieliśmy tego stanowiska na piśmie. Cechą charakteryzującą lokalne władze, niezależnie od systemu politycznego jest to, iż nie udziela ona odpowiedzi na piśmie i nie ważne czy powołuje się na zasady "ABC dobrego wychowania" czy też na Kodeks Postępowania Administracyjnego.

     Dzisiaj funkcjonuje pasus: "Parking płatny nie strzeżony". Jest duże bezrobocie. Szkoła, Przedszkole, Klub Sportowy potrzebują pieniędzy. Przyjeżdżających do Ochab jest więcej, a brzeg Wisły jest w stanie przerażającym. Sam tych śmieci nie pozbieram, wykorzystywanie dzieci do tego by po flejtuchach z miasta sprzątały jest niewychowawcze i demoralizujące. Skoro ogrodzenie miast i nie wypuszczanie z nich ludzi na wieś jest niezgodne z duchem europejskości z którym tak się utożsamiamy, a spacer brzegiem Wisły z młodym amerykaninem jest kompromitacją w obszarze elementarnych wartości, to może nasi wybierani w prawdziwie demokratycznych wyborach przedstawiciele podejmą kilka decyzji by tę, przynajmniej jedną sprawę w przeciągu trzydziestu lat rozwiązać.
     Oczywiście, jak zawsze deklaruję pełną gotowość włączenia się w każde przedsięwzięcie zmierzające do prawnego, rzeczywistego rozwiązania wszystkich kwestii, by nie było tak, że: "my chcemy, ale nie możemy".
     Już oczami wyobraźni widzę, jak skręcając z drogi katowickiej na skrzyżowaniu w Ochabach, oczywiście już przy funkcjonujących światłach sygnalizacyjnych, zostaję zatrzymany. Osoba elegancko ubrana z uśmiechem na ustach wita mnie, wręcza mapkę informującą o miejscach do parkowania (poza dziś istniejącymi placami prawa strona drogi w każdym kierunku aż do granic Ochab). Na mapce tej naniesione są najważniejsze miejsca związane z historią i dniem dzisiejszym Ochab i okolic. Każdy wie, gdzie i co może zjeść, w jakiej imprezie uczestniczyć, jaką trasę rowerową wybrać, by zobaczyć urokliwe zakątki stawów, miejsce zapadniętej karczmy w którym do dziś straszy, staw utopców, pozostałości po lipie, którą posadził Sobieski, gdy szedł z odsieczą na Wiedeń. Gdzie i na jakich warunkach można pojeździć konno lub bryczką. Gdzie, lub w czyim ogrodzie i za ile można rozbić namiot. Gdzie można legalnie połowić ryby nie mając karty, a gdzie te ryby zjeść. Skąd wiedzie tajemniczy loch łączący Ochaby z Cieszynem, który do dziś pilnowany jest przez siedmiu śpiących rycerzy. Gdzie coś było i gdzie coś w przyszłości będzie, choć na razie jest tam "ściernisko". Marzy mi się, by na dole mapki widniał adres: http://www.Ochaby.pl a wyszukiwarki na całym świecie bezbłędnie łączyły każdego z naszą stroną internetową.
     Oczywiście, na koniec, otrzymuję elegancką pocztówkę, będącą jednocześnie opłatą za miejsce parkingowe np. w cenie 3 zł oraz reklamówkę z workiem plastikowym na śmiecie i życzeniami miłego pobytu oraz zaproszeniem do ponownego odwiedzenia Ochab - mojej małej ojczyzny.
     le czy te drobiazgi muszą być aż marzeniami?

     Wracajmy do rzeczywistości.
     Gdy już tę jedną nierozwiązywalną sprawę rozwiążemy, możemy wziąć się za następne, przykładowo wymienione w cytowanych na wstępie artykułach. Sławne skrzyżowanie ochabskie pochłonęło w ostatnim okresie kolejną śmiertelną ofiarę. Sposób jeżdżenia po drogach lokalnych, gdy nie postawi mu się tamy, doprowadzi do tragedii - ktoś w końcu zginie na lokalnych ochabskich drogach. Sprawa bezpieczeństwa osobistego nabiera coraz większego znaczenia. Może trzeba skorzystać z doświadczeń amerykańskich i pomyśleć o szeryfie lub komitecie obywatelskim, którego członkowie nie będą obojętni na szerzące się chamstwo i systemowo bronić będą elementarnych praw do normalnego - spokojnego życia.
     Może pora na zawiązanie komitetu budowy kanalizacji, bo inni tak robią i idą do przodu, a ja tylko dowiaduję się we wszystkich biurach, że się nie da.

     Oczywiście, prawie wszystko i dawniej i dziś zależy od mieszkańców. Zasady skutecznego działania nie zmieniają się od tysiącleci. I albo się robi, albo się mówi, że się robi. Skoro wybory tuż tuż, można pokusić się o postawienie jakiejś publicystycznie nośnej tezy (chciałbym, by tekst który powstał, ukazał się drukiem).

     Nie wnikając w to, jak mówią starsi: "kto ptok, kto krzok, a kto pniok" wróćmy do starych, sprawdzonych form samoorganizacji społecznej i rozwiązujmy problemy wg. ich ważności i uciążliwości. W czasie postępującej erozji struktur państwowych, skorzystajmy z dobrodziejstw jakie niesie w sobie możliwość samorządzenia się i pracujmy. Ale, aby nie było wątpliwości nie startuję w żadnych wyborach, a tylko deklaruje gotowość do pracy.

     A teraz proponuję zabawę w dwa wyjścia. Jeżeli mój punkt widzenia wyda się interesujący redaktorom premiowanym za wielkość sprzedaży, to tekst się ukaże. Jeżeli nie to koniec. Jeżeli się tekst ukaże - to się pojawią inni ludzie i weźmiemy się za robotę. Jeżeli nie pojawią się inni ludzie chętni do pracy, to za rok, zamieszczone artykułu można wydrukować ponownie, będą "zawsze żywe". No jeszcze może przyjechać do mnie kontrola i nałożyć mandat za śmieci jakie są na mojej działce nad Wisła. Jest to najczęstszy odzew urzędów na niepokój o jakąś sprawę lub na zgłoszoną albo realizowaną inicjatywę.
     Ale podobno chodzi o to by budować Europę regionów, a w obywatelach wyzwalać zaangażowanie w życie lokalnych społeczności - MAŁYCH OJCZYZN. Może tak, ale czy aby na pewno ?
     Zapraszam do podzielenia się swoimi doświadczeniami i uwagami.

Z poważaniem
Stanisław KAJZER


Designed by Smok Design. Wszelkie prawa zastrzeżone (c) Ochaby.pl 2004
Publikowanie materiałów tylko za zgodą autorów.